Kotlet, pierwsze wyzwania

06/17/2015 // By Andrzej Czechowski // Blog

Postanowiłem spróbować swoich sił w kotlecie.
Śluby to nie jest to, co można polubić i się zakochać. Dla mnie to robota dosyć specyficzna i mocno stresująca. Bardzo lubię pracować w stresie i pośpiechu. Jest w tym dużo adrenaliny i jakiegoś dziwnego skupienia. Ciężko oddać słowami ten stan. Po prostu zamykam się w swojej bańce i pracuję .Przy ślubach jest kompletnie inaczej. Jest podniosła atmosfera i powaga sytuacji. Kościół, robię co mogę i jest w zasadzie wszystko opanowane i przewidywalne. Wyjście z kościoła, też nie kryje większych tajemnic. Potem umówiony plener. Tutaj zaczyna się to coś, czego nie jestem w stanie zrozumieć. Jeżeli się umówiliśmy na 30 minut dla fotografa, świetnie! W ostatnim wypadku, ustawiłem swoją parę do zdjęcia i już zaczynam wchodzić na obroty ( minęło 5 minut) za plecami słyszę jednego z ojców zamieszania: „ kończcie już te zdjęcia, będzie jeszcze na to czas) Młodzi posłusznie się zawinęli. Czyli z moich 30 minut, zostało 3 ujęcia. Ciężko mi się pogodzić z tą profesją, jaką jest robienie kotleta. Pytałem na tematycznych grupach dyskusyjnych o ten problem. Zdania są podzielone. Ja chwilę popróbuje wyrobić jakiś system pracy. Dla mnie w tym wypadku zdjęcia plenerowe, są kluczowym elementem. Jest dziwnie…